poniedziałek, 9 lutego 2015

Capitulo Dieciséis "Mogę być Twoim lekiem na ból..."




Oh my one, I'm so happy that you've got so far.
I know the good, the great is working you like a charm.

Oh my one, rushing away
With a bag full of bones.
I know the place you left,
Still won't leave you alone.

The crow, the cat, the bird and the bee,
I'm sure they would agree,
That my one is falling for tricks;
Smoke and mirrors playing your wit.

A hue and cry waiting to blow
Under your skin, wherever you go
Still I wish that I knew
The taste of something that good.

Każdy dzień był jak ułamek sekundy. Ułamek takiej małej wieczności, drobnej nieskończoności, ich własnej. Dwa cienie uwikłane w czas, w swojej osobistej kołysance. 

Ich twarze już dawno wyryły się w głowie, szarpiąc boleśnie za jakieś fragmenty serc, nieobecnych. Ich imiona, szeptane nad uchem przez wiatr, na zawsze zapamiętane. Ich dotyk trzymany pod skórą. Ich zapachy...

Czasem jakby coś drgnie pod powieką, wciśnie się w pięść, spłynie wzdłuż kręgosłupa.
Czasem zatańczy na niebie i zanuci do ucha; zaśpiewa wśród liści. 
Czasem wplecie we włosy, wsiąknie w kołnierzyk bluzki, ukłuje w płucach.
Po prostu nie da o sobie zapomnieć; ta mała cząstka, tak denerwująca. 



- Naty ja.. Wiem, jak to wygląda. Ale to nie do końca tak, pozwól mi wytłumaczyć.
- Spróbuj.



I czasem próbuje wydostać się na wierzch, choć wydaje się, że jest dobrze ukryta na dnie serca. Mocno popękanego, pustego, porwanego na strzępy... Ale wciąż serca.




- Nie wiem, czy warto się pogrążać...
- Federico, nie mam czasu.



Oddech drżał w płucach gdy przechodził korytarzem, a na usta brutalnie wdzierało się jego imię. Kleiło się do języka, wypływało wraz z krwią wzdłuż brody z tych małych spękań na wargach. Parzyło, kuło, raniło... Bolało. Cholernie bolało.
Maxi ja kocham...





- Dobra, już mówię. - chwilą milczenia przerywa, tak słoną i gorzką zarazem - Miałem ostatnio problemy. Duże. Musiałem sobie z nimi poradzić i uznałem, że nie będę wtedy dobrym przyjacielem, rozumiesz?
- Nie.



Jedynie rankiem nie chciał jej nienawidzić.
Jedynie w południe loczki czarne były tak pociągające... Jak jej oczy, co nad zmysłami panowały i uczuciami.
Jedynie wieczorami miękkość jej warg przejmowała umysł, jak narkotyk, tak uzależniająca.
A nocą? Nocą już tylko oddychał nierówno czekając, aż śmierć się nim zainteresuje. I albo zmyje go z nieudanego obrazu świata, albo zabierze serce, co ciążyło w piersi jakby wypełnione było ołowiem.

Czasem czują coś, co w piersi mocno bije. Tam, po lewej stronie. I zastanawiają się co to jest, skoro serc oboje nie mają, tylko dwie bryłki lodu. I dlaczego tak reaguje na to spojrzenie tych tęczówek, co przecież takie obce są. A raczej powinny być.

Czasem oddech przyspiesza. Dlaczego? Przecież nie oddychają. Nie żyją? 
Bez dusz, których nie mają, bo uleciały gdzieś pod niebo, by na błękicie szlachetnym koślawe tańce odbijać i malować złotymi kredkami gwiazdy, gdy księżyc zawiśnie nad głowami. 

Zostały więc, dwie naiwne marionetki, które kroki niepewne stawiają na niestabilnym podłożu. I idą tak, markotnie, z zamarzniętymi fragmentami serca - co przecież nie biło - i bez dusz - co należą teraz do aniołów.



- Chciałem po prostu... Ja... Zakochałem się.
- To chyba dobrze?



Tajemnice, które trzymają sekrety, niszczą więzi, nad głową fruwają. Rujnują życia i dusze tną, nożem ostrym, co do złudzenia przypomina nienawiść w jego oczach.
Jesteś słońcem
Ukradłeś je z nieba i zgasiłeś, rozmazałeś. Teraz wielka ciemna plama unosi się w tym miejscu i pustką zionie, jak łzami duszonymi wewnątrz. Gdzieś pod tęczówką ukrytych. A ona ciągle czeka, aż znów zapłoniesz i bólem żyje; ZAPAL
Jesteś tęczą
Co po deszczu powinna przyjść. Jednak nie pojawiasz się. Dlaczego? Niebo odbarwiłeś, z błękitów odarłeś i tak po prostu zniknąłeś, jakbyś nigdy nie istniał. Zabrałeś zieleń liści i przezroczystość wód, tak pięknych. Jednak ile można trwać wśród bezbarwności? POMALUJ
Jesteś morzem
Co pieni się, stopy oblewa. Ukojenie daje, nie parzy. Tak chłodne w słońcu, którego już nie ma. Teraz sztormem wzburzone wiecznym. Przychodzi dreszczami i płaczem histerycznym, ma odcień ciemnego brązu. WYSUSZ
Jesteś wiatrem
Myśli unosisz i sekrety. Znasz tajemnic więcej niż oni. A mimo to tak bezczelnie wykorzystujesz i zdradziecko plączesz włosy. Porywasz kapelusz, a nawet parasolkę, gdy deszcz już przyniesiesz. A czasem złośliwie syczysz do ucha... SZEPTAJ
Jesteś różą
Piękną, czerwoną. Kipisz majestatem, masz więcej gracji niż inni. A jednak kujesz kolcem, krew wysysasz z palca. WYLECZ
Jesteś snem
Który nocami ją nawiedza. Widzi twoją twarz ukochaną, chce jej dotknąć, jednak nie może. Powiedz, czy istniejesz? Czy jesteś prawdziwy? Bo chyba przestała już w to wierzyć, a nadzieja... Nadziei już w niej nie ma. BĄDŹ



- Nie, Natalia. Nie zrozumiałaś. Ja... Zakochałem się w tobie.
Tak, teraz mogłaby umrzeć.



Jesteś wspomnieniem.
Jesteś kłamczuchą.
Jesteś obietnicą.
Jesteś smutkiem, szczęściem, zmęczeniem, niechęcią.
Jesteś duchem.
Jesteś aniołem i diabłem.
Jesteś powietrzem, gwiazdą, księżycem.
Jesteś uśmiechem.
Jesteś głosem.
Jesteś pasją.
Jesteś wygą, wroną, jędzą, paskudą.
Jesteś zmysłem.
Jesteś narkotykiem.
Jesteś sercem.

Moje życie ma teraz twoje imię.


- Fede...
- Wiem co chcesz powiedzieć i uwierz, że nie chcę tego słuchać. Jestem głupi. Myślałem, że jak się od ciebie odsunę to jakoś tak... Przejdzie. Ale było tylko gorzej.
- Fede...
- Tak, rozumiem. Wiem, że nie będziemy razem. Wiem, że wszystko się skomplikowało. Tylko... Zrozum, nie chcę być daleko od ciebie.





Nagle budzili się z krzykiem, jakimiś koszmarami wyrwani. To te pustki w oczach, samotność zakopana pod stertą niepotrzebnych myśli. To ona tak gnębi i spędza sen z powiek. A miłość, w odcieniu błyszczącego brązu, miała już nigdy nie przynieść ukojenia.
Nie mogę cię kochać.


- Fede, ja...
- Nieważne, zapomnij. 



Powiedz, jak wygląda życie?
Dłoń tak zniekształciła, że już nigdy do żadnej innej pasować nie będzie. Tylko do jej. Bo skórę ma łagodną, miękką. Szczupłymi palcami delikatnie muska, jakby motyl skrzydłem się otarł lub wiatr, co chłodnym powiewem na ciele osiada. Cerę ma karmelową, może trochę zbyt jasną jak na ten prawdziwy karmel, ale i tak słodką. 
Gdy śpiewa wszystkie słowiki nasłuchują, próbują naśladować. Ale nie potrafią. Dlaczego? Bo jest wyjątkowa, wspaniała, cudowna i niepowtarzalna. I idealna.
Gdy mówi wiatr wieje mocniej. Dlaczego? By unieść tą słodkawą woń waniliowych perfum i pomarańczy - tak pachną jej wargi.
Gdy tańczy przyciąga spojrzenia. Dlaczego? Bo nie ma innego tak smukłego ciała, które energię i szczęście podkrada pasją.
Jednym spojrzeniem wysusza deszcz, jednym słowem kwiaty budzi.
Gdy się śmieje... Poprawka. Ona nigdy się nie śmieje. Już nie.
Jestem potworem, bo zabrałem aniołowi skrzydła.
Jestem potworem, bo zamknąłem uśmiech tęczy w moich dłoniach.
Jestem potworem, bo rozbiłem szczerość łabędzia.
Ale nadal ma piękno kwiatów.


- Nie chcę zapomnieć.
- Nie chcę komplikować, aniołku śmierci.
- Skąd ty...
- Maxi mi powiedział. 



Jesteś cieniem.
Jesteś światłem.
Jesteś motylem.
Jesteś słowikiem.
Jesteś duszą.
Jesteś melodią.
Jesteś nadzieją.
Jesteś bezpieczeństwem.

Jesteś tylko przyjacielem.


- Ta cała sytuacja... To wszystko... Nie rozumiem tego.
- Ale ja tak. Wiesz co myślę? Że ty go chyba kochasz.



Dlaczego w twoich ustach brzmi to tak szczerze, Fede?
Dlaczego, Natka, nie zaprzeczasz?


- Wątpię.
- Chyba tak trochę go kochasz i nie chcesz być daleko od niego.
- Nienawidzę go. Nienawidzimy się oboje.
- Dobrze wiesz, że jest inaczej. On też to wie. Tylko boicie się przyznać i to wasz problem. Boicie się siebie. Boicie się kochać.



Miłość jest destrukcyjna. Wszystko po kolei zabiera. Chcesz nas zabić?
Nie miłości się boi, a rozerwanych więzi i potłuczonych serc.
Powiedz mi, czy możesz usłyszeć ciszę?
Powiedz mi, czy możesz zobaczyć ciemność?
Powiedz mi, czy możesz naprawić to, co zniszczone?
Powiedz mi, czy czujesz bicie mojego serca?
Powiedz mi, jak zabić nienawiść, skoro ona nie boi się umrzeć?


- Dlaczego to robisz?
- Widzę, że jesteś smutna nawet gdy się uśmiechasz, nawet gdy się śmiejesz. Widzę to w twoich oczach, tą tęsknotę i nienawiść do samej siebie. Świat cię przytłacza, często płaczesz. Ale nie chcę już, byś cierpiała. - spogląda na niego, na zaciętą, ale uśmiechniętą twarz, Zranioną... - Widzisz, jeśli chcesz.. Mogę być takim twoim lekiem na ból. Co ty na to?

Jak pięknie tańczą jej loki, gdy wolno kiwa głową.


Tęskniła. Może dlatego nie odeszła, gdy przyszedł i zaczął tłumaczyć.
A on? Kochał tak mocno, że serce połykało słowa, wpychało je z powrotem do gardła. Wplątywało się w umysł i mówiło własnym głosem.

A więc kochasz?
To jest nas dwóch, Fede.


Do you want me on your mind
Or do you want me, to go on?
I might be yours as yours as I can say;
Be gone, be far away.

Roses on parade
They follow you around.
Upon your shore,
As sure as I can say.
Be gone, be far away.

Like fuel to fire...

To the town we'll go,
Into your hideaway,
Where the towers grow.
Be gone, be far away.
Sing quietly,
All alone.

Eyes want to cry
And do, they undo?
Upon your shore,
As sure as I can say.
Be gone, be far away.

Oh, what a day to choose;
Torn by our words,
All that is safe, to you

Is like fuel to fire...

To the town we'll go,
Into your hideaway,
Where the towers grow.
Gone to be, far away.
Never do we know,
Never do they give away;
Where the towers grow.
Only you will lead us there.
Sing quietly,
All alone...
Sing quietly,
All alone...


***
^Agnes Obel "Smoke And Mirrors"
^Agnes Obel "Fuel to Fire"

Zawaliłam? Tak. Krótko? Tak. Nielogicznie? Tak. Bezsensownie? Tak.
Długo wyczekiwany rozdział (tylko przeze mnie, ale co tam) a nie dość, że niezrozumiały, to jeszcze wszystko obraca się wokół jednej rozmowy. Brawo, po prostu cudownie -,-
Co poradzić... Niektórzy talent mają (czyt. Acia, Dominika, Edyta na przykład), a inni nie (czyt. Ana J.). Takie jest życie, trudno -,-
Ostatnio mało mam ochotę na cokolwiek :'(
Ciężki żywot małego człowieczka, eh -,-
Bardzo zachęcam do przesłuchania piosenek, które macie wyżej. Agnes Obel jest naprawdę cudowna, teksty są piękne, a głos ma niebiański. 

Następny rozdział... Nie mam pojęcia kiedy. Postaram się tam wepchnąć Bufoniastego i jego czapki. 
Pozdrawiam, całuję i mocnoooo ściskam! :*
Ana Julia


środa, 28 stycznia 2015

One shot - Czternastego



Postaci: Felipe, Naty, Ludmiła
Uwagi: niezrozumiały język, rodzaj dziennika
Słów: Trochę ponad trzy tysiące.

Dla Dominiki (choć nie wiem, czy przypasuje Ci to połączenie) :*



*
*


14 styczeń 2015

Pomarańczowe pręgi rozcinające wilgotne powietrze

- To wszystko nie tak miało wyglądać.
- Co mam jeszcze zrobić Twoim zdaniem?
- Kochać.

Tworzące abstrakcyjny obraz na nieotynkowanej ścianie

- Miałeś być zawsze.
- Jestem.
- Może z nią…

Chłodny pozłacany metal i drżące dłonie, precyzja?

- Obietnice nic nie znaczą, prawda?
- Natalia…
- Nie, mam dosyć.

Skomplikowany mechanizm, elementy plastiku i stali połączone w przerażającej kombinacji.

Przecież zawsze mówiłeś prawdę.
____________________

14 lipiec 2008

Kilka warstw kurzu uleciało w powietrze, jak myśli, te niepoukładane. Podskakiwały rzucając niknące cienie na miodowej ścianie, odbijane echem ciężkich kroków. Tak przytłaczających. Oszlifowane drewno zabłysnęło w przelocie, zarysowane przezroczystą kredką grubości kilku palców, którymi przed sekundą muskała blat. Oparła się o przeciwległą ścianę w nagłym przypływie mdłości, łapiąc haustami powietrze, byle tylko opanować sytuację. Panele były chłodne, obce, jak gdyby nie tańczyła na nich boso jeszcze kilka dni temu. 
- Naty! – wstała, a łzy ukryte gdzieś za bursztynowymi przebłyskami tęczówki wyparowały. Albo nigdy nie istniały, wszystko jedno. Ciężkie rzeźbione drzwi skrzypnęły jak zawsze, gdy opuszczała mrowiącą nijakość mieszkania. Zdążyła tylko ostatni raz spojrzeć w to właśnie okno, za którym ciemnoszary obłok mżawki przesłonił widok sąsiednich budynków.


Tamtego dnia też padało.

~*~

14 sierpień 2008

Cichy rytm zdziwionego serca, chłodny wiatr na nagiej skórze, krople deszczu wplątane we włosy i bezbarwna atmosfera „rodzinnego domu”. Odgłosy szumiącej nieopodal fontanny, szelest poszarzałych liści, ciężki oddech rudego kota i bezgłośny trzask pękającego serca.

W Londynie zawsze pada.

~*~

14 wrzesień 2008

Pierwsze liście już spadły zasnuwając szarość betonowego chodnika odcieniami mdłej żółci, ciemnej czerwieni i suchego brązu. W Hiszpanii nie było liści. W Hiszpanii nie było deszczu. W Hiszpanii nie było nijakości. Dom nie był domem, miasto tym miastem, a szkoła dobrą szkołą. Jak zlepek cegieł, tynku i równie bezbarwnych twarzy. Blade spojrzenia, rytmiczne oddechy i ta sama pustka w głowie. 
Usiadła jak zwykle – na końcu. Ołówek kolejny raz rozpoczął wędrówkę po czystej kartce układając się w to samo południowe słońce widywane kiedyś codziennie. Teraz będące jedynie wspomnieniem, równie wyblakłym, co zdjęcie trzymane w tylnej kieszeni przyciasnych jeansów. Odkaszlnęła jeszcze próbując zagłuszyć tętniącą w żyłach odmienność.

Czy ktoś widzi moją przezroczystość?

~*~

14 październik 2008

Kolejne dni były jak sen – odległa baśń bez zakończenia. Bez księżniczki. Bez zamku. Bez księcia… Samotność stała się przytłaczająca, oddech męczący, a gruchanie gołębi irytujące.

Kiedy się obudzę?

~*~

14 listopad 2008

Liście, już te ostatnie, plątały się miękkim dywanem wokół bosych nóg. Siedziała na ławce, deskach nasiąkniętych płaczem, tuląc do piersi nieduży szkicownik. Kilka zarysowanych stron przedstawiało słońce, to Hiszpańskie. Widziała róż i czerwień z wolna pokrywające niebo. Których nie zobaczy więcej.

Odfrunąć bezbarwnymi motylami ulotnych chwil…

~*~

14 grudzień 2008

Delikatne płatki śniegu, jak piórka białych gołębi, wirowały na wietrze topniejąc na karmelowej cerze. Budynki były jeszcze bardziej szare w półmroku wąskiego sierpa księżyca i pojedynczych gwiazd, które tej nocy jakby wygasły. Kubek gorącej czekolady w dłoni rozszczepiał zmarznięte powietrze ulotnym zapachem. Melancholię wieczoru przyćmiła bezbarwność ulic Londynu.

Rozpaczą patrzy przez pryzmat szarości.

~*~

14 styczeń 2009

Następne dni mijały tym samym, nudnym rytmem, aż ich monotoniczność zlała kolejne linijki kalendarza.

Samotność bije w okno.

~*~

14 luty 2009

Posrebrzana bransoletka zadźwięczała cicho, gdy kolejny raz rozpoczynała wędrówkę po niezmierzonym oceanie kartki.

I tylko czasem płacze ze smutku.

~*~

14 marzec 2009

Drażniące pomruki kota, którego rdzawe futro przepływało przez palce, zagłuszało jedynie echo kropli deszczu tętniących o parapet, jak ciche wołanie zapomnianej duszy. Wąski snop światła przenikał przez chmury. Zbyt słabo. Patrzyła gdzieś w pustkę doszukując się jakiejkolwiek odmienności.

A dni dalej płynęły niekończącą się falą rutyny.

~*~

14 kwiecień 2009

Minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące… Czas mierzony ilością oddechów i nostalgicznymi piosenkami.

Rozpadam się w sobie.

~*~

14 maj 2009

Płaczliwa ławka na skraju pobliskiego zieleńca, mdlący zapach prymulek i niezapominajek, chłodny pomnik z brązu naprzeciwko. Alejki świeciły pustkami, wiatr tańczył na promykach porannego słońca. Zeszyt kupiła nowy, bez mglistych wspomnień rodzinnego miasta. Serce przyspieszyło, gdy wyjęła z kieszeni kawałek węgla. 
- Cześć – usłyszała nagle, gdzieś za plecami. Oddech urwał się, powietrze zgęstniało w płucach. Przymknęła powieki. Sylwetka nieznajomego lekko się zgarbiła, ławka skrzypnęła krzykiem rozpaczy. – Pamiętasz mnie? – spytał, tak po prostu, a jego oddech uleciał chmurą pary wodnej. Było zimno jak to w Londynie. Pokręciła głową, ledwo zauważalnie. – Chodzimy do tej samej klasy – w jego głosie słychać było coś, jakby nutę dezorientacji – Jestem Felipe, trzecia ławka po lewej. Mówi ci to coś?
Odezwała się chyba pierwszy raz od tygodnia.
- Niestety. 
- Nie szkodzi, przecież to tylko niecały rok…


Ma takie piękne oczy.

~*~

14 czerwiec 2009

Prawda czy fałsz? Spała. Płakała. A może nie? Rozmowy ograniczone do kilku słów, tych niezbędnych. Atmosfera zgęstniała, zastygła jak martwa mgła. Kilka twarzy miniętych w przepychu. Wpadała w histerię zawinięta w kolejne warstwy jedwabiu, gdy spędzała bezsenne noce w mroku starej szafy, wdychając zapach perfum zbyt delikatny.

Z sercem wybijającym rytm kołysanki.

~*~

14 lipiec 2009

Krople deszczu znikały w tafli kałuży, jak łzy w tęczówce.

Pierś rozdarta donośnym szlochem…

~*~

14 sierpień 2009

Bezkres nocnego nieba i kilka lśniących na niebie życzeń, zastygłych.

…jak niebo własnym płaczem.

~*~

14 wrzesień 2009

Powtarzający się schemat ubiegłych lat.

Kolejny raz znika we własnym umyśle.

~*~

14 październik 2009

Zamknięta w klatce własnych myśli, wplątana w sieć uczuć siedziała na tej cholernej ławce, gdzie deski ociekały łzami minionych smutków. Moknąc bawiła się uschłymi pąkami kwiatów. A jego postać nagle przesłoniła widok pustych ulic.
- Natalia, tak? –  miał złote włosy, jakby splecione promienie słońca i płatki żółtych tulipanów. Kiwnęła lekko głową, chyba w odpowiedzi, a może dlatego, że węzły wspomnień i ulotnych myśli okazały się zbyt ciężkie – Pamiętasz mnie, co? – spytał po raz kolejny, miesiące nie rozmawiali.
- Ta – oczy miał takie głębokie, w odcieniu zielonego morza, przyprószone srebrnymi przebłyskami wspomnień. 
- To… - głos miał czysty, skowronkowy, troszkę jakby ptak – Jak ci się podoba Londyn?
Gorszego pytania nie mógł zadać. W odpowiedzi wzruszyła ramionami.
- Widziałam lepsze miejsca. 
- Tak, ja też.


A potem uciekli przed wiszącą w powietrzu burzą.

~*~

14 grudzień 2009

Wszystko wokół pokryło się bielą, jak puchowym kocem, klejąc się do butów. Nie miała co liczyć na choćby odrobinę życia. 
- Hej – ten głos, czysta tafla błękitu i dwa ciepłe oddechy odlatujące obłokami pary wodnej – Co tutaj robisz?
- Idę, nie widzisz? – uśmiech, jak pocałunek szczęścia.
- Tak, ja… Mogę iść z Tobą?
Zatrzymuje się, oddech wstrzymuje.
- Przecież nie wiesz, dokąd idę, po co i dlaczego.
- A czy to ma jakieś znaczenie?


Jego zapach, świeży jak poranek.

~*~

14 luty 2010

Serce…

Brak…

~*~

14 marzec 2010

..krzyczy..

..mi..

~*~

14 kwiecień 2010

…głośniej.

…tchu.

~*~

14 maj 2010

- Znowu? – pyta, siada. Kurtka nasiąka mokrym kryształem, oczy płyną falą wspomnień. Tak piękna, morska zieleń…
- Tak – odpowiada. Głos ma suchy, męczący. Wyprany z emocji, zagłuszony piosenkami, które wciąż grają w głowie.
- To chyba przeznaczenie – śmieje się złotem, srebrem, tęczą, słońcem, rysunkami. Śmieje się pięknie, oddech ma płytki.


Nie wierzę w przeznaczenie.

~*~

14 czerwiec/14 lipiec/14 sierpień 2010

Podmuchy słońca tańczą nad głowami, śpiewają cichymi szelestami liści. Oblewają ich twarze bladymi rumieńcami. Malują koślawe cienie na trawie, skaczą po źdźbłach. Obrysowują ich kontury szarymi kredkami.
- Nienawidzę Londynu – szepcze niepewnie, przejrzystym jak powietrze głosem. – Nigdy nie lubiłem.
- To co tutaj robisz? – białe płatki stokrotek opadają, jak piórka, wokół ich skulonych sylwetek, tak niewyraźnych.
- Nie miałem wyjścia.
- Zawsze jakieś jest. – serca wygrywają rytmiczne melodie, oddechami piszą własną historię.
I siedzą tak w ciszy, wiszącej na długich niciach niewypowiedzianych słów.


Tam, gdzie nikt nas nie znajdzie...

~*~

14 wrzesień/14 październik/14 listopad/14 grudzień 2010

Płaczem oddycha. Smutkiem szepcze. Rozpaczą maluje kolejne rysunki. Rozmawiają czasem, nadal niezbyt często, a każde spotkanie pieczętują miesiącami ciszy. 
I.
Łzami.
Płynnego.
Nieba.


…już nigdy.

~*~

14 styczeń/14 luty 2011

Sylwester spędzają razem. Budzi się nagle, wyrwana koszmarem, a ukojenie tak nagłe płynie jakoś z boku. Tam, gdzie on leży. W ręku coś trzyma, nie widzi co. Już wie, jej dłoń tak mocno ściska. Patrzą sobie w oczy, w niewyraźne tafle barw.
- Co teraz? – w głosie ma pustkę. Uśmiecha się, niepewnie.
- Nie wiem. Zapomnijmy – barierą się odgradza, wolno przytakują. 
Nic się nie wydarzyło… Poza tym jednym zetknięciem rąk.


Coraz częściej rozmawiali.

~*~

14-tego miesięcy wiosennych 2011

- Jesteśmy przyjaciółmi?
- Ja… Nie wiem.
- Bo bardzo bym chciał.


Zaufanie wartością najtrwalszą.

~*~

14 lipiec 2011

Ta dziwna elektryczność, łącząca ich sylwetki, towarzyszyła każdemu spotkaniu. Coraz częściej…

Więzi nie dotkniesz.

~*~

14 sierpień 2011

Siedziała na ławce, tej smutnej, co deszczem nasiąka i łzami. Kwiaty rysowała i rosę na gładkich płatkach. Odgłos kroków stał się codziennością, już nie tak niemrawą, teraz tylko poszarzałą. 
- Cześć – usiadł obok, zwyczajnie, ale jakoś tak głośniej. Popatrzył przez ramię. – Co tam masz?
- Ołówek – odgłosem tysiąca dzwoneczków się zaśmiał, pięknie, barwnie. Znów zerknął.
- Nie wiedziałem, że rysujesz. – powiedział bez żadnego wyrzutu, tylko… z ciekawością?
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz, Felipe.


I tylko czasem myślą o sobie, inaczej.

~*~

14 wrzesień 2011

Telefon milczał. Tylko raz… Jeden jedyny delikatny pobłysk zielonej lampki.
„Tak trochę tęsknię”

Trochę za mało.

~*~

14 październik 2011

W szkole się mijają, niezauważeni. Jak gdyby nigdy z sobą nie rozmawiali. Odgradza ich od siebie coś koło ośmiu ławek, czasami na siebie patrzą. Jednak spojrzenia giną w tej barierze, w oddechach dwudziestu sześciu osób. Chyba trochę tęskni za tym morzem.

Dwie dusze tak do siebie podobne.

~*~

14 listopad 2011

- Jesteśmy przyjaciółmi? – patrzy z dołu na jej kontury wplecione między tuziny liści; kolorowych. Skórę ma tak gładką i błyszczącą, zapach znowu wdycha, jak narkotyk.
- Za często o to pytasz. – odpowiada głosem czystym i głębokim. Włosy, ciemne, może przydługie, tańczą gdzieś na ramionach, a serce lgnie do nich, magnesem.
- Jesteśmy czy nie? – wzdycha, a płaty czerwieni i brązu spływają z gałęzi odlatując razem z wiatrem.
- Chyba… tak. Tak myślę.
- Cieszę się.


Sercem patrzy, duszą myśli.

~*~

14 grudzień 2011

- Kto to był? – wskazuje ręką. Blondynka wysoka, szczupła znika za budynkiem, jakby nigdy nie istniała; jednak jej obecność ciąży tak w powietrzu, leży na dłoni.
- Ludmiła.
- Twoja dziewczyna? – walczy całymi siłami, by nie spojrzeć w te jej oczy głębokie i tłumaczyć.
- Nie… Znajoma. 
- Aha. – stąpa delikatnie, łagodnie. Wyprzedza go.
- Jesteś zazdrosna?
- O ciebie? W życiu.
- Więc o co chodzi?
- Przyjaciele nie mają przed sobą tajemnic.
- Ona nie jest tajemnicą.
- Jak długo się znacie?
- Jakieś pół roku…


Pierwsze błękitne kłamstwa.

~*~

14 styczeń 2012

Kolejne dni, jak wyrwane z życiorysu, płyną wolno z łzami; co tak długo nad źrenicą tańczą.

W szkole rozmawiają; Już się mnie nie wstydzisz?

~*~

14 luty 2012

Palce plączą futro, kot miauczy przeciągle. Oddechy są trzy.
- Wiesz, Natka… - zaczyna, niepewnie, jakoś tak niebezpiecznie. Nie chce zabić. – Ja chyba… Chyba bardzo cię lubię.
- Jak bardzo? – morze myśli mętnieje, diabeł oddala spojrzenia i rumieńce maluje.
- Bardzo, bardzo. – uczuciem chyba mówi, ale nieśmiało.
- Trochę za mało.


Lubić bardziej.

~*~

14 marzec 2012

Powietrze takie ciężkie, przez pył kłamstw przenika i kurz obietnic. Osiada na skórze, wsiąka. Krew zatruwa, barwę na ciemniejszą zamienia. I płynie w żyłach razem z tym, co już nie jest pewne.

Czy mogę Ci zaufać?

~*~

14 kwiecień 2012*

Są razem. Na balu. Taniec łączy ich ciała, splata ze sobą dusze utęsknione. I dłonie łączy łagodne. Widzi znowu tęczówki; spogląda. Nie tak zielone, jak drzewa, tylko płytka woda morska płynąca po bruku, jak fale rozkołysanych bezkształtnych oceanów; zielone jak wypolerowane kawałki plażowego szkła. Zielone zielenią, która wydaje się niemal, lecz nie do końca, niebieska.
Przyciąga magnesem jego zapach, tak dla nosa przyjemny. Włosy ma lśniące. Poprzetykane odcieniami radości i barwą najczystszego złota. 
Są coraz bliżej. Wargi spragnione lgną do miękkości innych, pięknie zastygłych w uśmiechu, ust.


Smakuje nadzieją. Smakuje szczęściem. Smakuje zaufaniem. Smakuje miłością.

~*~

14 maj/14 czerwiec/14 lipiec/14 sierpień 2012

Żyją sielanką miłosnej historii, ułożonej tylko dla nich, lecz wciąż niepoukładanej. Oddychają równo, sercami śpiewają podobnie. I dusze łączy ta elektryczność, co zawsze świat rozmazuje dookoła, otacza bańką uczucia.

Zbyt pięknie…

~*~

14 wrzesień 2012

Ponownie muskają się wargi, lekko rosą zroszone jak łzami i wodą, co w powietrzu krąży. Nagle White ballons…
- Halo? Ludmiła? Tak… Nie, nie przeszkadzasz.

Przecież tylko jesteśmy razem.

~*~

14 październik/14 listopad 2012

- Kocham cię bardzo – szepcze tak cicho. Śmieje się, a przechodnie nieświadomi zerkają z minami posępnymi. 
- Kocham cię bardziej.

I to jest mój grzech.

~*~

14 grudzień 2012

- Kocham cię mocno – spogląda w tęczówki, trochę zbyt głębokie, czysty brąz krzyczy. 
- Kocham cię mocniej.

Tylko czy to wystarczy?

~*~

14 styczeń 2013

Otwiera oczy, niepewnie.
Zamyka.
Mruga niespokojnie; płytkimi oddechami pochłania, mrok.
Cienie wdzierają się pod powieki, krwawi łzami.
I wiatr chłodny, jak muśnięcie Anioła Śmierci.
Czarnym skrzyłem przesłania ich widok; ciemną purpurą spływa po twarzy smutek.
Świecą złote tafle tęczówek, jak pierścienie w bladym słońcu; połyka łzy, jak metal płynny.
I zerka.
Znad kołdry.
Na kły lśniące.
Krzyczy snem koszmarnym.
Jak rozdwojenie jaźni, tak realna istota się szczerzy.
Wierzga wspomnieniem kropli rosy na spękanych tęsknotą wargach; poranionych samotnością.
I patrzy w te ślepia rozległe; znów szlochem przerywa ciszę gęstą jak mgłę nożem.
Gardłem podciętym połyka słowa z powietrza.
I patrzy przed siebie.
I widzi.
Coś ciągnie za włosy kłami hacząc o kłamstwa i tanie obietnice.
Na drzewo wisielców patrzy i wrzeszczy odgłosem przeraźliwym, tak do płaczu podobnym i do krzyku rozpaczy.
Anioł zostawił jej postać pobladłą; widzi szpony pożółkłe w jej stronę płynące tak wolno, kopie mocno.
Nogą białą jak papier powietrze rozcina, histeria.
Cierpienie wyrywa serce.
Umysł osłabia
Wzrokiem śmiertelnym.
I nagle, jak wspomnieniem błogim, palce ciepłe do policzka sięgają.
Włosy mokre od potu; skrzydła Anioła?; za uchem ukrywa.
I budzi się.
Jego szept kojący
Na 
Lewej
Skroni
Jeszcze koszmar zabiera.
A jego spojrzenie szkli się złotem prawdziwych lęków…


Powiedz mi…

~*~

14 luty 2013

- Kocham cię najmocniej na świecie.
- Felipe, ja kocham mocniej.
White ballons.
- Ludmiła?


…dlaczego…

~*~

14 marzec 2013

- Kocham cię przecież.
- Nie wi… Ja ciebie też.

…prawdą…

~*~

14 kwiecień 2013

- Kocham cię naprawdę.
- Wiem.

… malujesz…

~*~

14 maj 2013

Opiera się; ziewa, zasypia?
Oddech ma tak spokojny, deszcz nie uderza w okno.
Przymyka powieki; nawet wiatr nie zagłusza rytmu tętniącej w żyłach krwi.
Dłonią odgarnia włosy z jej twarzy, krzyczy?
Delikatnie obejmuje; gorzki zapach kawy drażni nos.
Nagle nie może znieść, krztusi się, nie obudź jej.
Oddychać nie może, jej włosy plączą się niebezpiecznie blisko, zawiązują wokół szyi.
Nerwowym odruchem łapie jej nadgarstki, sen.
Zabija ją własnym krzykiem, myśli krążą falą w głowie, topią. Co słyszy?
Wstaje wciąż śpiąc, a może nie?
Z sercem wybijającym ostatnie godziny, wychodzi.
Gdzie idziesz?
Pytają.
Do niej?
Nikt nie odpowiada.


…kłamstwa?

~*~

14 czerwiec/14 lipiec 2013

- Kocham cię całym sercem.
- Ja ciebie całą sobą.

Tak pięknie malujesz.

~*~

14 sierpień 2013

Na ławce siedzi, rysuje jego portrety kolejne. Twarz już pamięta co do szczegółu, odcienie żył nad powiekami. I włosy zmierzwione. Wszystko dopełnia. Zapach stokrotek klei się do nosa, słońce razi chłodem. Oddycha miarowo.
- Hej – siada, patrzy. – Wszystko w porządku kochanie?
Nie zdąża odpowiedzieć. On bierze w dłoń telefon.
- Tak, mogę przyjść. – rozłącza się. – Przyjdę wieczorem.


I znowu skłamałeś.

~*~

14 wrzesień

- Kocham cię całkowicie.
- Kocham cię naprawdę.

 Twoje tęczówki już nie błyszczą dla mnie.

~*~

14 październik/14 listopad/ 14 grudzień 2013

- Ludmiła?
Telefon odkłada zmieszany, w oczach tańczy iskra; nieobecność? 
- Tak, chciała… No wiesz, się spotkać.
Chce iść, ale nie mówi. Tylko dusza jego krzyczy i serce, które rwie do niej.
- Felipe, ja wciąż cię kocham.
Szepcze trochę zbyt histerycznie, ale ból mówić nie daje. Rani gardło słowami.
- Ja ciebie też. To tylko znajoma
- Znowu kłamiesz?
Całuje usta stęsknione, zapomniane. Na pożegnanie?
- Przecież wrócę…


Niszczysz mój świat.

~*~

14 styczeń 2014

Dni, tak ulotne, dłużyły się w nieskończoność.

Nie wracał.

~*~

14 luty/14 marzec/14 kwiecień 2014

- Czy ja coś jeszcze dla ciebie znaczę? 
- Przecież wiesz, że tak.
- Mówisz to co chcę usłyszeć…
Powietrze różnie wdychają, a melodie serc cichną. Jak żar, który dogasa. Nie chce tego, ale nie robi nic. Tylko miłość swoją mu daje.


Kochasz? Znaczy będziesz, tak?

~*~

14 maj 2014

Chcą znów się zbliżyć, być jednością. Chcą warg swoich pragnąć i śnić o sobie nawzajem. Chcą istnieć.

Więc dlaczego odrzuca uczucie? On ciągle kocha…

~*~

14 czerwiec 2014

- Jesteś…
- Zawsze byłem.
- Mój?
- Twój.
- Nie chcę cię stracić.
- Nie stracisz.
- Wciąż kochasz?
- Nigdy nie przestałem.


Coś ma w tych oczach, że mu nie wierzy.

~*~

14 lipiec 2014

Powietrze wdycha czyste, wewnątrz krzyki słabną. Rozpacz chyba mija, choć znów gdzieś poszedł. Tęsknią. Wargi drżą niespokojnie, oczy pragną go widzieć; jednak nie od niej to zależne. Obiecywał…
Nagle niebo się załamuje, dzisiaj płaczą anioły.

Mój wciąż tutaj jest.

~*~

14 sierpień 2014

„Przecież cię kocham, mocno” krzyczy, niespokojnie się obrusza. Wierci, wierzga… W oczach ma ból. I jakby takie poczucie winy. „Ale ją mocniej, Felipe.” nadal ma jej serce, gdzieś zamknięte w swoim, nadal miłość ich zamyka w potrzasku. „Nie, to tylko…” „Znajoma?”. Dość ma bycia tą drugą. „Natalia, proszę, nie…” szept jego sztylety wbija, dusze rani tak mocno, szarpie. „Przykro mi.” wychodzi.

Dlaczego nie zatrzymujesz?

~*~

14 wrzesień 2014

Dzwoni codziennie, przychodzi, ale nie chce go widzieć. Tak po prostu. W końcu – odpuszcza. Wiatr bawi się słońcem, wpycha je między przesmyki żaluzji. Nie widzi?

Tym razem może już nie wrócić.

~*~

14 październik 2014

Patrzy, długie pociągnięcia pędzla na zaróżowionych z zimna policzkach; łzawi szkarłatem.
Cisza, zamiera, choć w środku oboje krzyczą.
Świat ginie gdzieś w tej barierze, półśnie, która izoluje ich dwoje, płaczem.
Patrzą sobie w oczy, w puste tafle kolorów, szukają.
Jak to się stało?
Pytają. Głosy tkwią gdzieś w gardłach, już wysuszone, nieważne.
Nikt nic nie mówi, poza nimi.
Szloch cichy jakby w oddali, gdzieś w umyśle zaplata wspomnienia w długie warkocze, wyblakłe od słońca, nasiąknięte miłością. Związane smutkiem powtykanym gdzieś pomiędzy, jak teraz.
I.
Łzami.
Jak.
Krwią.
Zakrzepłą.
O odcieniu tak zbliżonym do czerwieni, a jednak miedzianym.
Dlaczego?
Pytają skrzywdzone dusze bólem, gdzieś w trzewiach, może w sercach, których nie mają.
I wiatrem schłodzone ciała, lalki.
I blizna nad prawą powieką, w teatrze.
Jak w śnie o zakazanej miłości, filmie, telenoweli, którą oglądała zbyt często.
To nie to..
Szepcze nad uchem anioł.
To tylko życie.
Słowikiem mówi, jak jakimś listem.
Tylko życie.
Oddycha, nadzieją i żalem.


Ale już nie wierzy w jego miłość…

~*~

14 listopad 2014

Nie rysuje.
Nie tańczy.
Nie oddycha.
Nie żyje?


Kot ciągle mruczy; rdzawe futro wypłowiałe.

~*~

14 grudzień 2015

Brak jego odczuwa, serce rozsypuje się na podłodze. Jak szkło wciąż rani. Blednie.
Nadal kocha, miesiące mijają. Chudnie. 
Bezsenność?
Już nikt nie spija koszmarów z ust, nie suszy łez obecnością.
Już nikt nie ogrzewa zmarzniętych dłoni. 
Już nikt nie śpiewa wieczorami.
Cisza?
Teraz daje ciepło innym oczom.


Milczenie ma odcień zielonego błękitu.
____________________

14 styczeń 2015

Tęsknotę od ścian odbija i płacz. 
Krzyczy, może we śnie, miłość z siebie wylewa.
Niespełnioną?
Lufę do skroni przykłada. Palcem na spuście drga.
Wciąż cię kocham, całą sobą.
A jego imię spływa wzdłuż karku szkarłatną strużką.
Strzela?
Pocisk uderza, gdzieś obok, chyba w ścianę; rani mocno tynk. 
Wypuszcza z ręki przedmiot, płacze znowu.
Bo znajduje się w tych ramionach, co sama je odrzuciła; z miłości?
- Już dobrze Natalka, dobrze… - gładzi po włosach, płacz z twarzy zmywa.
Udaje, że to się nie stało.
- Przepraszam – szept słyszy, choć z łez wydobyty, niewyraźny.
- Nigdy nie przestałem cię kochać, wiesz?
Wargi, tak spragnione dotyku tych jedynych. Mieszanka zmysłów i spojrzeń.
Jeden moment, ten ich własny; kołysanka.
- Nigdy tak naprawdę.


I tylko jedno pozostaje pytanie: Czy można odejść z miłości?


***

*Postanowiłam dać Felipe zielone oczy, a raczej takie błękitno zielone (a co za tym idzie czasem będą zielone, a czasem niebieskie :P) Nie obrazicie się, prawda?



I jest, taka niespodzianka. Feliaty. I tak bufona kocham bardziej, ale musiał być Felipe, choć ten jeden raz.
Najpierw przeprosiny. Za co? Za ciągłe zmiany czasu, w którym pisałam, za niezrozumiałość tekstu, brak spójności i tak dalej, blablabla… W szczególności przepraszam ciebie, Dominiko, za ten dedyk :’( Za wady wzroku nie odpowiadam!
A tak do tekstu…

Sad, happy… Szczerze to sama nie wiem, co to jest. Jestem ciekawa waszej interpretacji zakończenia. No, wysilcie umysły! 

Pewnie zauważyliście, że na samym początku mamy wspomnienia rozmów Feliaty, które później się nie pojawiły. No tak. Chciałam je gdzieś wcisnąć w tekst, ale – jak widać – cała historia jest ułożona z drobnych urywków ich spotkań, rozmów, przeżyć… Gdybym miała wszystko tu napisać, to umarlibyście z nudów. 
Żal… Porażka… Miało być zupełnie inaczej, wyszło tak, jak nie chciałam. Taka rutyna.
Chyba w ogóle nie powinnam pisać.
Chlip ;____;
Do następnego (może, jak na razie leży i kwiczy).
Ana Julia

PS.: Jeżeli coś jest naprawdę baaaaardzo niezrozumiałe lub jesteście czegoś ciekawi – pytajcie. Chętnie odpowiem :)
PS2.: Dominiko, jeszcze raz Cię, kochana, przepraszam.
PS3.: Wszystkie powtórzenia, przekreślenia (choć niektóre niepełne), podkreślenia i te inne są zamierzone!
PS4.: Zmieściłam się w terminie, co jest, jak dla mnie, sukcesem. Łiiiiiiiiiii! Auć, geografia wzywa ;___;


Obserwatorzy